Klub sportów wodnych Fregata
Strona główna * Kontakty z Fregatą * Galerie Google Wtorek, 25 Wrzesień, 2018
Nawigacja
Foto Galeria

Klipy video

Fregata
  Strona główna
  Kontakty z Fregatą
  Cennik czarteru łodzi
  Komunikaty klubowe
  Artykuły
  Statut
  Download
  Linki

Ciekawe strony www

Losowa Fotka
555.jpg
555.jpg
Finał Pucharu Pogorii 2009
Reklama

PWiK Dąbrowa Górnicza

DG_baner

polsoft

Twój adres IP:
54.80.219.236
Security System 1.8.2 Š 2006 by BS-Fusion Deutschland
Relacja z rejsu po Morzu Północnym
R E L A C J A DZIEN PO DNIU Z REJSU PO MORZU PÓLNOCNYM Z NORWEGII DO SZWECJI
innymi słowami: Przygoda Życia (moja. Autora tego tekstu).
TERMIN: 02 - 16. 08. 2008 r. (wyjazd 1.08.2008r. powrót 16.08.2008 r.)
TRASA: STAWANGER Norwegia - GOETEBORG Szwecja. (pokonywana jachtem OPTI).
C E L rejsu (przygody życia): poznanie zakątków nadbrzeżnych Norwegii i Szwecji oraz przygoda z morzem Północnym (bryzgi fal o dość dużej wysokości), oraz (w moim przypadku) trzymanie się rumpla steru.
SKŁAD ZAŁOGI:
Kapitan: Wątrobinski Jan
1-szy oficer: Jamuła Wojciech
Załoganci: Krasiczyński Zdzisław
Kunicki Rafał
Pantol Krzysztof
Skubek Andrzej
Załoga (oprócz Kapitana) okazała się mieszaniną rutyny i” laicyzmu Kompletnego”. Wojtek-sędzia żeglarski i sternik, Dzidek-sternik z wieloletnim stażem, Rafał z Warszawy i Krzysiu z Wałbrzycha sternicy potrzebujący wypływania godzin na wyższe stopnie żeglarskiego fachu i wreszcie JA „majtek” Andrzej „prawie” kompletny laik żeglarski. Pomysł przygody podsunął nam kpt. Wątrobiński, a rozwinął i zaszczepił Wojtek, zaś kol. Rafał i Krzysiu zabukowali się prze z internet. I oto w połowie rozpoczęliśmy na szeroką skale rozwinięte przygotowani do „w tytule wymienionej przygody”. Nie będę opisywał szczegółów, ale poszło dość gładko i 1-go sierpnia 2008r. zapakowaliśmy się do gabloty z kierowca (Wojtka brat) i kierunek Warszawa Okecie.
Po odprawie paszportowej do samolotu i fru liniami VISAR NORGE w stronę Stawangeru. Samolot wystartowal o godz. 7.10 i po bardzo spokojnym locie nad chmurami wylądował na lotnisku w Stawanger w Norwegii o godz. 8.50.Po wylądowaniu okazało się, ze „OPTI” stoi zacumowany w porcie w SANDNES ze względu na małą awarię silnika. No to w autobus i do Sandnes, gdzie po parunastu minutach jazdy ukazał nam się najpierw Kapitan a w chwile po tym „OPTI” w całej krasie i okazałości. Przywitaniom nie było końca, a po śniadaniu rozlokowaliśmy się w „sypialni jachtowej”.Kilka słów o samym jachcie „OPTI”: 9,6m długości, slup 36m.kw. żagla, 6-cio osobowy, zadbany i dobrze wyposażony: silnik Volwo-Penta 30Kmech. Rozbudowana elektronika nawigacyjna: 2GPS,echosonda, wiatromierz, log, samoster, lodówka, ratunkowa, ponton z silnikiem. Kapitanem jest zazwyczaj Jan .Watrobinski (wlasciciel jachtu). Dodatkowa informacja o jachcie i jego pólnocnych wyprawach na stronie WWW.opti.arktyka.com Po ok.godzinnej rozmowie Kapitana z poszczególnymi członkami załogi o celach rejsu i wymaganiach poszczególnych załogantów wyruszyliśmy na spacer po Sandnes. O godz. 17.25 po do tankowaniu paliwa odbiliśmy od kei i „OPTI” wziął kurs na Tau – port w odległości 1 mili od Sandnes. Fiordami, zygzakami, bo z wody wystawały skały- dotarliśmy o godz.21.00 do Tau. Po wykonaniu czynności cumowniczych, sklarowaniu sprzętu na pokładzie, podłączeniu prądu i przygotowaniu kolacji przez kucharza i skonsumowaniu tejże rozlokowaliśmy się do snu. Muszę przyznać, ze koja w kokpicie dziobowym, która przypadła mnie i Dzidkowi , była bardzo trafnym posunięciem. Była wygodna, przestronna i dobrze się w niej wypoczywało. Ranek wstał słoneczny i ciepły. Po toalecie i śniadaniu jedziemy autobusem do miejscowości PREIKESTOLEN (ok. 20 km.) a następnie piechotą pod górę na platformę widokową położoną 604 m.npm. i z urwiskiem spadającym pionowo do wody fiordu o nazwie LYEKES. Trasę, która w prostej linii wynosi ok. 2 km. pokonuje się w czasie 2 - 2,5 godz. Zakosami, po głazach mokrych od deszczu (akurat zaczęło padać) i śliskich jak lodowisko, podziwiając przepiękne widoki dotarliśmy na szczyt." Widowisko" tej wędrówki jest niesamowite. Bez względu na pogodę te kamieniste ścieżki przemierzają setki ludzi w obydwie strony. Ludzie w wieku: od oseska w nosidełku na ramionach rodzica do starszych wiekiem z kijkami do chodzenia. Charakterystyczną cechą tej wycieczki jest to, że wszyscy wychodzą na tę górę by popatrzeć w koło i w dół, pstryknąć zdjęcie i rozpocząć wędrówkę z powrotem w dół. Wróciliśmy ok. godz. 19.30 i po kolacji i ciepłym prysznicu wszyscy padli w kojach jak" muchy". 04.08.2008r. Poranek piękny i słoneczny. Opuszczamy TAUi bierzemy kurs na STAWANGER. Ja mam dzisiaj dyżur w kuchni (po śniadaniu wszyscy jeszcze żyją). Po ok. 2 godz. pływania cumujemy w porcie STAWANGER. Po obiadku start w miasto, zresztą bardzo ciekawe z" akcentem" polskim. Cumowaliśmy naprzeciwko budynku, w którym w połowie jest handel cementem, a w drugiej połowie - bar BISTRO. Cały budynek do pewnego czasu nazywał się "ZDROWIE NA BUDOWIE", ponieważ budowali go Polacy (i to jest ten polski akcent), oczywiście bez złośliwego podtekstu. Inne ciekawostki to:
transoceaniczny statek wycieczkowy z banderą portugalską IBERO CRUCEROS - GRAND VOJAGER, coś takiego, jak w serialu telewizyjnym "Statek Miłości". I jeszcze przypłynął na koniec trzymasztowy żaglowiec-bark o nazwie PICTON CASTLE z 45-cio osobową załogą. Żaglowiec ten pływa po morzach i oceanach zawijając do wielu portów i co trzy miesiące zmieniając załogę. Po powrocie ze spaceru i "niezbędnych czynnościach przedsennych" lulu do następnego dnia.
Nazajutrz po czynnościach toaletowo - śniadaniowych przygotowania do wyjścia z portu w STAWANGER w kierunku morza północnego (ok. godz. 9.30). Najpierw fiordem BOKNAFIORD pomiędzy wysepkami a następnie na pełne morze (ok.godz.14.00). Trochę . było emocji. Ja objąłem z kolegą Zdzisławem wachtę. Objąłem ster i po kilku minutach spanikowałem. W tym momencie powstało słynne powiedzenie "weźcie mi to z ręki, jak nie chcecie bym Was wywalił". Fala (tak na moje oko) 1,5 - 2,0m. Muszę zacząć od "ale". Ale po godzinie obserwacji innego sternika i jego manewrów usiadłem z powrotem przy sterze i już go nie puściłem do końca wachty, oczywiście bez żadnych komplikacji i niespodzianek oraz "podśmiechu..k" pod moim adresem. Zmiana wachty - 4godz. snu - i z powrotem na wachtę. Przespałem jednak emocje. Okazało się, że" dostali" falę ponad 3-metrową i postanowili zawinąć do portu EGERSUND. Ok. godz. 24-tej zacumowaliśmy przy kei. DO SNU.!!!
Na drugi dzień (to już 06.08.2008), po załatwieniu wszystkich czynności fizycznych i fizjologicznych oraz technicznych o godz. 10.45 odbijamy od kei portu EGERSUND , fiordem na morze północne. Kurs na południe, by przepłynąć jak najwięcej mil m. Moja wachta od 8.00 do 14.00 długo przy sterze, na dwóch żaglach, podczas padającego deszczu i dość wysokiej fali dotrwaliśmy z kolegą do zmiany wachty . Wiatr się wzmógł i deszcz też. Kapitan doszedł do wniosku , że nie osiągniemy tego portu co chcemy i rozpoczął manewrowanie w kierunku najbliższego małego portu rybackiego FARSUND. W międzyczasie (ja byłem po wachcie, więc mogłem leżeć) okazało się, że cała załoga przeżyła chwile związane z przygodami "żeglarsko - żołądkowymi". Moje w/w przygody przebiegły dość łagodnie, że tak powiem bez dokarmiania ryb. Po ok. 1 godz. i przewalającej się wodzie przez pokład dotarliśmy do w/w portu rybackiego. Jest plan wypłynięcia w nocy ok. godz. 4.00, bo poprawia się pogoda. Co z tego będzie to się okaże za kilka godzin. Do przepłynięcia jest ok. 60 mil m. a zanosi się znów na załamanie pogody. To już 07.08.2008r. i godz. 6.00 rano. Wychodzimy w morze z małego portu FARSUND. Rozpoczęły się "przygody żeglarsko - żołądkowe". Fala do 3 m. i powolne pływanie "ok.20 mil m." zatrzymujemy się w pięknym małym porcie (w rozbudowie) - HAVENS. Po kolacji, łaźni i załatwieniu potrzeb wyszliśmy ponownie w morze o godz. 21.00 w rejs nocny, pełen mocnych przygód. Spieszyliśmy się bardzo bo za ok. 20 godz. warunki pogodowe miały ulec zdecydowanemu pogorszeniu. I już 08.08.2008 okazało się, że uciekliśmy przed frontem atmosferycznym i o godz. 7.00 wpływaliśmy do portu w MANDAL. Po drodze a raczej po wodzie przepiękne nocne morskie widoki. Latarnie morskie różnego rodzaju (małe i duże )gwiaździste niebo, sputniki oraz ognie św. ELMA. Zjawisko to polega na tym, ż w wodzie na grzbietach fal, wzdłuż want i w kilwaterze łodzi pojawiają się srebrzyste ogniki. Fantastyczny widok .Piękny nocny rejs zakończył się bez "niespodzianek", elegancko, z moją obecnością na wachcie od 4.00 do 8.00 pod okiem kapitana i Wojtka wpłynęliśmy do portu. Czekał nas ciekawy dzień, bowiem trafiliśmy na obchody lokalnych dni okręgu MANDAL (coś w rodzaju naszych dni Zagłębia). Festyn na całego do późnych godzin wieczornych: karuzele ,piszczałki, baloniki i koncert rockowy na estradzie w środku miasta. Marina w MANDAL jest właśnie w środku miasta, więc "zaparkowało" tyle łodzi żaglowych i motorowych, że port był kompletnie zakorkowany. Ciekawostka: z bulwaru nad kanałem portowym została postawiona konstrukcja małej skoczni narciarskiej pokrytej igielitem polewanym wodą. Skoczkowie lądowali w wodzie, wykonując przy tym różnego rodzaju fikołkowe ewolucje.
Oglądały to widowisko tłumy ludzi i co ciekawsze ewolucje w powietrzu nagradzane były rzęsistymi oklaskami. W samo południe przy pięknej słonecznej pogodzie poszliśmy na plażę od strony morza , a to już OCEAN ATLANTYCKI, i po krótkiej rozgrzewce zanurzyliśmy się w falach. Na krótko bo woda była trochę zimna jakby płynęła z morza arktycznego. I tak minął dzień na wypoczynku i obserwacji tutejszych obyczajów. 09.08.2008r. Wstaliśmy o godz. 7.30 i po obowiązkowych czynnościach porannych ok. godz. 10.45 wychodzimy w morze. Kurs na KRISTIANSAND. Szybkość wiatru dość spora i fale od rufy korzystnie nas popychające. Niespodzianek zdrowotnych żadnych i po ok. 8-iu godz. wpływamy do mariny w KRISTIANSAND. Trochę zwiedzania miasta (po łebkach, bo to duże miasto) i spać. Lało przez całą noc. 10.08.2008r. Ok. godz. 10.00 przetarło się, przejaśniło i przestało padać. W porcie spotkaliśmy polaków na jachcie "DUNAJEC" (jacht z Gdyni załoga zaś z jachtklubu z Nowego Sącza.
Po wymianie różnych uwag i spostrzeżeń załoga "DUNAJCA" postanowiła wypłynąć w kierunku BERGEN. My z powodu pogarszającej się pogody zostajemy do następnego dnia. Do wieczora chodzimy po mieście oglądając pomniki, sklepiki i kawiarenki. 11.08.2008 r. Ranek wstał zdecydowanie korzystniejszy pogodowo i decyzją Kapitana o godz. 10.45 wychodzimy w morze biorąc kurs na GOETEBORG. Czekają nas ok. 2 doby przygód i żeglowania. Moje wachty: 14.00 - 20.00, 0.00 - 4.00, 8.00 - 14.00 . W czasie pierwszej wachty było dość ciekawie. Fale od 3 do 5 m. wysokości, czasem tak uderzały od dziobu, że czuliśmy się jak pod prysznicem. Godz. 14.00 obiad i po wachcie cha!cha! 6 godz. leżenia. W nocy się trochę uspokoiło i na następną wachtę stanąłem za sterem pod czujnym okiem kolegów. Jesteśmy już 5 godz. drugiej doby w morzu. Ok. godz.23.00 rozpoczęliśmy wpływanie z morza najpierw kanałem a następnie do portu w GOETEBORGU ok. 4 - ech mil m. Jest godz.5.00 dn. 13.08.2008r. Gdzieś tak w połowie drogi kanałem portowym spotkała nas miła niespodzianka: nie wiemy z jakiego powodu, ale zobaczyliśmy przepiękny pokaz ogni sztucznych. Wyglądało to jakby nas ktoś witał. Poprzez system latarni ostrzegawczych i kierunkowych, klucząc między skałami wystającymi z wody dotarliśmy wreszcie do MARINY. Po zacumowaniu do kei można było sobie powiedzieć NARESZCIE!!! Była godz. 1.10. 14.08.2008r. rano po czynnościach fizjologiczno - biologicznych (m/in kąpiel w eleganckiej łażni) i śniadaniu rozpoczęliśmy dwudniową labę polegającą na zwiedzaniu w GOETEBORGA wszystkiego co było możliwe na wodzie i lądzie . Na wodzie dużo ciekawych i oryginalnych jednostek (np. katamaran - dziwo - koromysło K.Y.S.A.). Na lądzie z kolei stadion ULEWI i hala sportowa SKANDINAWIUM. Po powrocie z "miasta" pakowanie rzeczy i znów wyjście do miasta w celu zaopatrzenia, bowiem czekał nas wieczór pożegnalny i zielona noc. Wokół MARINY odbywały się jakieś koncerty, festyny i pokazy. Dużo muzyki i zabawy. O godz. 21.00 rozpoczęliśmy w mesie wieczór pożegnalny przy piwku i krakersach. Wspomnieniom ciekawych sytuacji nie było końca. I nagle jak na zamówienie znowu oglądamy pokaz ogni sztucznych. Ten pokaz odbył się już niestety na pożegnanie "PRZYGODY". 15.08.2008r.Rano o godz. 4.30 pobudka, lekkie śniadanie i marsz na dworzec autobusowy, o godz. 6.10 autobusem na lotnisko - AIRPORT GOETEBORG CITY (ok. 20 min.) Po odprawie celnej (7.00) wylądował samolot z Warszawy, a o godz. 8.00 tym samym samolotem wystartowaliśmy w kierunku Warszawy, by po ok. 1godz. i 40 min. wylądować na płycie lotniska OKĘCIE. Po wyjściu z samolotu i opuszczeniu lotniska można było powiedzieć: "nareszcie z powrotem w ukochanej ojczyźnie ". Zamówiony samochód (Wojtka brat) podjechał po nas o godz.10.30. Podróż z Warszawy do wysokości Piotrkowa przebiegała w ulewnym deszczu. Później rozpogodziło się i mogliśmy się zatrzymać by zjeść porządny obiad. Do domu dotarłem ok. godz. 15.00 po dwóch tygodniach przygód. Mogę powiedzieć: "I TO BY BYŁO NA TYLE" Pozostały do wywołania zdjęcia i oczywiście opowiadań bez końca.
Spisał na kolanie niejaki "AS".

Dodane przez admin dnia 15 marzec 2012 14:39:17 775 Czytań Drukuj
 z-Mood Theme by zszywak Powered by PHP-Fusion v6.01.6 || EP IV by eXtreme Crew Š 2003-2004 21996490 Unikalnych wizyt